Posłowie SLD zażądali, by Elżbieta Radziszewska, obecna pełnomocniczka ds. równego traktowania, powiedziała w Sejmie, co zrobiła przez prawie rok urzędowania. Czego się spodziewacie?
– Wysłuchanie pani Radziszewskiej będzie, oczywiście, krótkie. Jej poprzedniczki bezustannie budziły kontrowersje. W sprawie Magdaleny Środy i mojej bez przerwy słano apele o odwołanie nas ze stanowiska za działania podejmowane na rzecz praw człowieka, praw kobiet, praw mniejszości: narodowych, wiekowych, seksualnych. Nasze działania niezwykle bulwersowały prawicę. Teraz będzie i krótko, i krępująco, bo przecież gołym okiem widać, że obecna pełnomocnik, niestety, nie robi nic.
Być może wie, że premier Tusk przywiązuje niewielką wagę do tej sfery działania, więc pani minister skwapliwie to wykorzystuje?
– Istotnie, kiedy powstawał rząd, nie powołano kogoś, kto – zgodnie ze standardami państwa demokratycznego i standardami w państwach UE – powinien być powołany do przeciwdziałania dyskryminacji z różnych przesłanek: płci, religii, lub bezwyznaniowości, wieku, pochodzenia narodowego i etnicznego, orientacji seksualnej. Być może Donald Tusk takiej potrzeby nie widział, skoro dopiero po jakimś czasie podarował kobietom panią Radziszewską jak kwiat do kożucha, na 8 marca zeszłego roku.
Ale przydzielił jej całkiem poważne kompetencje i to mocą rozporządzenia jako pełnomocniczce ds. równego traktowania.
– Pani Radziszewska była z tego rozporządzenia bardzo dumna. Opowiadała, że jest pierwszym pełnomocnikiem, który zajmuje się nie tylko równym statusem kobiet i mężczyzn, ale także przeciwdziałaniem dyskryminacji z innych przyczyn. Była to absolutna nieprawda, którą z Magdaleną Środą dementowałyśmy już kilkadziesiąt razy i nadal będziemy, bo nie sądzimy, by pani Radziszewska zechciała zapoznać się z rozporządzeniami, które otrzymały jej poprzedniczki i z równie szerokim zakresem naszych kompetencji.
Lista zaniechań obecnej pełnomocniczki jest długa. Co – Pani zdaniem – jest najbardziej dyskredytujące?
– Boli, że nie zabrała głosu w sprawach, w których – moim zdaniem – przyzwoity człowiek, zwłaszcza pełniący funkcję publiczną, milczeć nie może. A ktoś, komu podatnicy płacą, milczeć nie powinien, bo już za samo milczenie należy mu się dymisja. Myślę – między innymi – o in vitro; o 14-letniej Agacie, która nie mogła usunąć niechcianej ciąży. Ale mówię też o sprawach tak neutralnych jak problemy z ZUS-em kobiet, które przebywały na urlopie macierzyńskim, lub wychowawczym. Pani pełnomocniczka nie odezwała się też, kiedy minister Kopacz oznajmiła, że nie będzie refundacji znieczulenia przy porodzie, bo poród musi boleć. Nie odezwała się też, kiedy zmieniając ustawę o rzeczniku praw dziecka chcieliśmy usunąć stricte polski artykuł definiujący, że dziecko jest od poczęcia...
Wiadomo, że Elżbieta Radziszewska unika zabierania głosu w sprawach praw kobiet i w takich przypadkach kieruje zainteresowanych do Ministerstwa Pracy.
– Ależ ona unika wszystkich kwestii, nie tylko dotyczących praw kobiet. Przecież w kwestii praw cudzoziemców, takich jak standardy przesłuchań Wietnamczyków, czy traktowania osób homoseksualnych nie słyszałam ani jednej jej wypowiedzi, choć ucho na te sprawy mam czułe.
Skąd więc wzięła się taka kandydatka na takim stanowisku?
– Zawsze wydawało mi się, że tę funkcję musi pełnić osoba, która rozumie istotę praw człowieka. To nie może być ktoś, kto nie zareaguje, kiedy bardzo oburzony pan premier domaga się obowiązkowej kastracji chemicznej. W takiej sytuacji pani Radziszewska powinna napisać do premiera list i wytłumaczyć mu, że prawa człowieka są powszechne i żadna grupa nie może być z nich wyłączona.
Ale nie zrobiła tego. Z lenistwa, wygody, zgody na takie myślenie?
– Żeby walczyć ze stereotypami trzeba nie tylko znać i rozumieć istotę praw człowieka, ale też trzeba nie być Dulską, a pani Radziszewska ma, niestety, mentalność Dulskiej. Ona sama przeciwko pewnym problemom nie tylko nie wystąpi, ale będzie obchodziła je z daleka, przytakiwała i udawała, że w ogóle nie wie, o co chodzi.
Dobrze więc robią organizacje kobiece, które chcą poskarżyć się Komisji Europejskiej, że pani minister dla kobiet ,,nie robi absolutnie nic”?
– Dobrze. Tym bardziej że w Polsce, w której tak wiele jest ośmieszających nas i krzywdzących stereotypów, potrzebny jest ktoś, kto przeciw temu zdecydowanie występuje.
Pani Radziszewska będzie się więc nam kojarzyć z nicnierobieniem i dulszczyzną?
– I jeszcze z tym, że dzięki niej polski Sejm jest pod patronatem Matki Boskiej Trybunalskiej.
2009-02-04
Szanowni Państwo,
Zapraszam serdecznie do śledzenia mojej działalności poprzez mój serwis internetowy. Mam nadzieję że znajdziecie tu Państwo wszystkie interesujące Was informacje.
Zachęcam także do bezpośredniego kontaktu również w sprawach, którymi według Państwa powinnam się zająć.
pozdrawiam Izabela Jaruga-Nowacka
Zapraszam też do mojego biura poselskiego w Gdyni:
ul. Świętojańska 62/2
81-393 Gdynia
tel./fax 058 620 93 33, tel. 602 799 530
izabela.jaruga-nowacka@sejm.pl